2019

Pogoda w Przemyślu >>>


 

 

2019-06-12

 

          

RELACJA Z RAJDU W BIESZCZADY ZORGANIZOWANEGO PRZEZ KLUB GÓRSKI PTTK „KARPATY” W PRZEMYŚLU
KALNICA-SMEREK-JAWORZEC-KALNICA 09.06.2019r.

W dniu 09.06.2019r. grupa 37 osób – członków i sympatyków Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” w Przemyślu, wyruszyła na rajd pieszy w Bieszczady. Naszym przewodnikiem był przewodnik górski kol. Jerzy Szlachcic. Podczas przejazdu do Kalnicy przekazał nam wiele ciekawych i ważnych informacji historycznych i krajoznawczych o mijanych terenach i miejscowościach, ich mieszkańcach, wydarzeniach z przeszłości. Rajd rozpoczęliśmy w Kalnicy. Wędrując czerwonym szlakiem turystycznym po ok. godzinnym marszu dotarliśmy do wiaty turystycznej, gdzie zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek. Pogoda do wędrówki była dobra, wprawdzie nie było słonecznie, ale też nie przewidywaliśmy, co nas spotka na szczycie Smereka (1.222 m.n.p.m.), od którego dzieliła nas kolejna godzina podejścia. Robiło się coraz bardziej mgliście i gdy wyszliśmy poza granicę lasu okazało się, że na bieszczadzkich połoninach zalegają niskie chmury niczym mleko. Nas to jednak nie zniechęciło i w dobrych humorach weszliśmy na szczyt Smereka. Czasem tak bywa, na pogodę trudno się obrażać i trzeba przyjąć z pokorą – taką jaką jest. Zamiast rozległych panoram oglądaliśmy wychodnie skalne i porastające wierzchołek borówczyska, wszystko w promieniu max. 50 metrów! Można było się skupić na szczegółach . Nic to, odpoczęliśmy chwilę, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie obok krzyża, którego historię opowiedziała nam nasza klubowa koleżanka Małgosia. Powędrowaliśmy dalej, z Przełęczy Orłowicza (1.095 m.n.p.m.) czarnym szlakiem turystycznym trawersowaliśmy grań Smereka w kierunku Wysokiego Berda (968 m.n.p.m.) i Krysowa (840 m.n.p.m.). Wędrowaliśmy ścieżką wśród jasnozielonych zarośli borówek, ziół i traworośli, niskich połoninowych krzewów jarzębinowych i wierzbowych. Skąpane we mgle, na skraju bukowego lasu, tajemnicze, zdawały się pochodzić z jakiejś starodawnej baśni. Obserwowaliśmy, jak wygląda bieszczadzki las nie tknięty piłą drwali – piękny, naturalny z powalonym przez czas monumentalnymi drzewami, które porastały olbrzymie huby. Po dłuższej wędrówce wyszliśmy na rozległą polanę w dolinie rzeczki Wetlinka. To miejsce po nieistniejącej wsi Jaworzec , obecnie znajduje się tutaj bardzo klimatyczna Bacówka PTTK Jaworzec (605 m.n.p.m.), którą prowadzi sympatyczny gospodarz. Powitał nas już z daleka, oferując dobre jedzenie i napoje. Z przyjemnością spędziliśmy tutaj czas, delektując się oferowanymi wiktuałami oraz wspaniałymi widokami. Na koniec wykonaliśmy pamiątkowe zdjęcie. Dalej wędrowaliśmy wyłączoną z ruchu samochodowego leśną drogą wzdłuż pięknej rzeczki Wetlinka. Zataczając koło, dotarliśmy do punktu wyjścia, tj. do Kalnicy, gdzie zakończyliśmy rajd pokonując dystans 18 km. W świetnych nastrojach wróciliśmy busem do Przemyśla.
Dziękuję koleżance Małgorzacie Mocio za przygotowanie rajdu oraz naszemu przewodnikowi górskiemu, kol. Jurkowi Szlachcicowi za to, że przyjął nasze zaproszenie, za przekazane nam informacje i za profesjonalne przewodnictwo. Dziękuję wszystkim uczestnikom rajdu za wspólne wędrowanie i świetną atmosferę podczas rajdu.
Może się wydawać, że gdy nie ma pogody, to wyjazd w Bieszczady nie ma sensu. Jednak gdy czytający tę relację otworzą załączone fotografie, z pewnością stwierdzą, że Bieszczady warte są odwiedzin bez względu na pogodę, o każdej porze roku.
Relację spisał kol. Andrzej Ukleja
Foto: A.Ukleja, A.Klimko

 


 

2019-05-22

 

         

RELACJA Z RAJDU PIESZEGO Z MEDYKI DO STARZAWY RYBNEJ
W dniu 19.05.2019r. z inicjatywy Klubu PTTK „Pod Ciuchcią” , Partnerstwa Na Rzecz Rozwoju Gminy Medyka , przy udziale Klubu Górskiego PTTK „Karpaty”, zorganizowano rajd pieszy z Medyki do Starzawy Rybnej. Rajd przygotowały i prowadziły: kol. przewodnik turystyczny Stanisława Hanasko i kol. Elżbieta Świerzyńska. Na rajd stawiło się 35 osób. Wycieczka nie miała jedynie charakteru krajobrazowego i przyrodniczego, poznaliśmy także historię i zabytki Ziemi Medyckiej. Rozpoczęliśmy od zwiedzania pięknie wyremontowanego obiektu jakim była niegdyś oficyna dworska z XVIII wieku, tzw. „sędziówka”, mieszcząca pierwotnie szkołę ogrodniczą Józefa Gwalberta Pawlikowskiego, następnie mieszkania dzierżawcy, kancelarię dworską. Dzięki operatywności lokalnej społeczności, przy udziale środków unijnych, obiekt z kompletnej ruiny odbudowano na piękną, zabytkową bibliotekę. O tym i o innych zabytkach i ich historii opowiedział nam w pięknych wnętrzach biblioteki kol. Bartek Jakubowski, znawca historii regionu, który już wcześniej wędrował z nami do Starzawy po stronie ukraińskiej. Dalej, poprzez zabudowania dworskie, piękny medycki park z okazałym stawem, powędrowaliśmy do zabytkowego drewnianego kościoła parafialnego pw. św. Piotra i Pawła z 1607r. W zabytkowym wnętrzu tego kościoła o jego historii powiadał nam niezastąpiony kol. Bartek. Oglądaliśmy nieźle zachowane, kilkusetletnie malowidła i wyposażenie kościoła. Po tym czekała nas wędrówka wzdłuż granicy, do grobli stawów rybnych w Starzawie. Towarzyszyła nam piękna wiosenna pogoda, kwitnące na żółto łany rzepaku, zapach ziół i traw. Roztaczały się rozległe panoramy na stronę polską i ukraińską, m.in. na miejscowości, do których dotarliśmy w trakcie wiosennego rajdu - Buców, Mariankę Polską. Po drodze zwiedziliśmy najdalej na wschód umiejscowiony masywny, żelbetonowy bunkier z umocnień Linii Mołotowa. Cały czas byliśmy bacznie obserwowani przez funkcjonariuszy Straży Granicznej. Uprzednio zostali poinformowani o naszym rajdzie, więc nie mieliśmy żadnych problemów z przejściem wzdłuż granicy. Po pokonaniu połowy trasy dotarliśmy nad rozległe, ok. 100 hektarowe starzawskie stawy. Pełne dzikiego wodnego ptactwa, porośnięte tatarakiem, robiły imponujące wrażenie. Nie trzeba jechać na Mazury, aby poczuć magię jezior, a Starzawa ma tę zaletę, że nie ma tutaj najazdu tłumu turystów, panuje przyroda, cisza i spokój. Wędrowaliśmy groblą obserwując przy zachodzącym słońcu jak co pewien czas do lotu wzbijają się setki ptaków: dzikich gęsi, mew, kormoranów, łabędzi. Piękny widok. Dzięki uprzejmości właścicieli gospodarstwa rybackiego, mogliśmy odpocząć przy stylowym, rekreacyjnym domku z molem i altanką na wodzie. Cudowne miejsce, jakby poza czasem. Po dłuższym odpoczynku powędrowaliśmy do Starzawy Rybnej. Tam już czekali na nas pracownicy gospodarstwa rybackiego, m.in. nasz kolega z rajdów górskich Józef Hanasko, którzy udostępnili nam Izbę Tradycji Rybactwa. Tutaj kol. Bartek przedstawił nam historię rodziny Rozwadowskich, byłych właścicieli Starzawy i tego gospodarstwa. Następnie kol. Józef Hanasko zaprezentował film z obecnej historii gospodarstwa rybackiego pt. „Starzawa z lotu ptaka”, a także film i zdjęcia ukazujące proces produkcyjny karpia. Jednocześnie wraz z kol. Stanisławą, przekazał nam wiele ciekawych informacji dotyczących całego kompleksu stawów rybnych.
Na koniec zostaliśmy ugoszczeni iście po królewsku. Na stoły wniesiono półmiski ze smażonym karpiem królewskim, było ciasto i napoje. Na zewnątrz rozpalono grilla i mogliśmy upiec kiełbaski.
W doskonałych nastrojach zamówionym busem powróciliśmy do Przemyśla.
Bardzo dziękuję kol. Stanisławie Hanasko i Elżbiecie Świerzyńskiej za wspaniałą organizację rajdu, za trud jego przygotowania, za przewodnictwo i ukazanie nam piękna Ziemi Medyckiej i Starzawskiej. Dziękuję kol. Józefowi Hanasko za świetne przedstawienie fotorelacji i filmu na temat obecnej działalności gospodarstwa. Bardzo dziękuję również kol. Bartkowi Jakubowskiemu za przybliżenie nam historii tych ziem i ludzi, którzy poprzez swoją działalność pozostawili nam swoje dziedzictwo. O to dziedzictwo dbają i dalej je rozwijają obecni pracownicy i właściciele Gospodarstwa Rybackiego w Starzawie. Dziękujemy Wam, że mogliśmy przebywać w tak pięknym miejscu, a także dziękujemy za życzliwe, serdeczne i gościnne przyjęcie. Ten rajd na długo pozostanie w naszej pamięci.
Dziękuję również wszystkim uczestnikom rajdu za wspólne wędrowanie i miłe towarzystwo.

Relację spisał i zdjęcia wykonał kol. Andrzej Ukleja

 


 

2019-05-13

       

RELACJA Z RAJDU ZORGANIZOWANEGO PRZEZ KLUB GÓRSKI PTTK „KARPATY’’ W PRZEMYŚLU NA POŁONINKI POGÓRZA PRZEMYSKIEGO
CZ. III -POŁONINKI RYBOTYCKIE

W dniu 11.05.2019r. grupa 21 członków i sympatyków Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” w Przemyślu wyruszyła na trzeci z cyklu rajdów po połoninkach Pogórza Przemyskiego, tym razem na Połoninki Rybotyckie. Jednak aby do nich dotrzeć, musieliśmy najpierw pokonać imponujący kompleks leśny stanowiący do 1945r. własność Polskiej Akademii Umiejętności (PAU) z siedzibą w Krakowie. W lesie tym wytyczono bardzo ciekawy szlak turystyczny „Bohynie” o charakterze przyrodniczo – historycznym. Rajd rozpoczęliśmy przy Gimnazjum w Huwnikach mieszczącym się w dawnym budynku folwarku PAU. Szlak jest bardzo atrakcyjny o każdej porze roku, jednak wiosną, w czasie masowego kwitnienia roślin runa leśnego, sprawia największe wrażenie. Dane nam było o tym się przekonać już po minięciu pierwszego przystanku na szlaku. Znaleźliśmy się na wyniesionej łące, u podnóża dwóch wzgórz: Kopań i Zmarzłego Garbu. Roztaczała się stąd piękna panorama na Huwniki w dolinie Wiaru, Klasztor O.O. Franciszkanów w Kalwarii Pacławskiej, wczesnośredniowieczne grodzisko z kapliczką Marii Magdaleny i dalej hen, na wzgórza nad Dobromilem na Ukrainie. Zeszliśmy ze wzgórza na skraj Huwnickiego Potoku i dalej jego brzegiem, na początku błotnistą drogą , dotarliśmy na skraj lasu. Mijaliśmy wyniosłe lepiężniki, pokrzywy, pachnące zioła, zarośla bzu i leszczyny. Im dalej w las, tym bardziej obecne na początku jawory, klony i graby ustępowały miejsca olbrzymim i wyniosłym jodłom i bukom. Jakże radowały się nasze serca widząc naturalny, stary las niemalże nie tknięty piłą leśników, co jest obecnie rzadkością. W takim to otoczeniu dotarliśmy do wysokiego urwiska nad potokiem, z wyraźnymi dołami i zasypanymi wykopami. To pozostałości po szpitalu polowym UPA, szeroko rozbudowanym, mającym kilka wyjść, bardzo dobrze zamaskowanym w terenie. Wiosną 1947r. batalion Wojska Polskiego otoczył ten schron – szpital, w którym znajdowała się pewna ilość personelu lekarskiego i ranni banderowcy. Personel bronił się ostrzeliwując i odmawiał wezwaniom do poddania. Po wielogodzinnej akcji udało się złamać opór. W wyniku tej akcji zginęło 25 banderowców. Dalej powędrowaliśmy przez głębokie jary i wąwozy porośnięte olbrzymimi drzewami, wzdłuż meandrującego potoku, przez naturalnie powalone drzewa. Rozpoczęliśmy mozolną wspinaczkę stromym stokiem (80 m. w pionie) do grodziska Lędzian nieopodal Gruszowej, datowanego na IX – XI wiek. Mogliśmy podziwiać do dziś istniejące dwa pierścienie obwałowań grodu o długości 680 metrów (zewnętrzny) i 440 metrów (wewnętrzny), obejmujące 3 hektary powierzchni. Dochodząc do Gruszowej, opuściliśmy szlak „Bohynie”, aby wejść na niebieski szlak turystyczny do Koniuszy. Oczywiście nie opuściliśmy widokowego miejsca obok kapliczki w Gruszowej. Zatrzymaliśmy się tu na chwilę, popatrzyliśmy na panoramę jakże nam bliskiej Kopystańki, zadumaliśmy się przy kapliczce wspominając Darka, Anię i Tomka wędrujących już po niebieskich połoninach… A jeszcze tak niedawno byliśmy tu razem.
Szlak niebieski zaprowadził nas do Koniuszy. Tam, przy drewnianej greckokatolickiej cerkwi pw. Założenia Szat Matki Bożej, zbudowanej w 1901r.(obecnie kościół rzymskokatolicki), odpoczęliśmy trochę po trudach pierwszego etapu wędrówki. Przyszedł czas, aby wejść na łąki Połoninek Rybotyckich. Znów zboczyliśmy ze szlaku, przecięliśmy niewielki fragment lasu i naszym oczom ukazała się panorama na rozległe, śródleśne, zielone łąki Połoninek Rybotyckich. Co za widok! Z jednej strony ściana lasu. Od północy wzgórza Połoninek wznosiły się jakby do skraju niebieskiego nieba, a w dole ścieżka usłana żółtymi kwiatami wskazywała nam kierunek wędrówki. Wyjrzało słońce, błękit nieba urozmaicały białe obłoki chmur. Postanowiliśmy, ze pobędziemy w tym miejscu dłuższą chwilę. Zarządziliśmy dłuższy odpoczynek, przy okazji napawając wzrok tym nieziemskim widokiem. Tak już było do końca naszej wędrówki Połoninkami. Ścieżka wiła się pośród soczystych, zielonych traw, ukazując nam rozległe panoramy Pogórza Przemyskiego: dolinę Wiaru, Połoninki Kalwaryjskie, masyw Suchego Obycza i wiele innych. Przechodziliśmy przez urocze zagajniki zagubione wśród wzniesień, po przejściu których ukazywały się nam kolejne malownicze panoramy. W ten sposób dotarliśmy do Makowej pokonując 19 kilometrów.
Kursowym busem przyjechaliśmy do Przemyśla, obiecując sobie, że jeszcze kiedyś tu powrócimy.
Rajd przygotował i prowadził autor niniejszej relacji, kol. Andrzej Ukleja.
Dziękuję wszystkim uczestnikom za miłe towarzystwo i jak zawsze wspaniałą atmosferę podczas rajdu.
Dziękuję również koleżankom i kolegom za towarzyszenie mi we wcześniejszym, rekonesansowym przygotowaniu niniejszej trasy.
Zdjęcia: Andrzej Klimko, Andrzej Ukleja.
Film: Marcus Eurok

 


 

2019-04-16

 

         

RELACJA NA RAJDU PIESZEGO
W PARKU KRAJOBRAZOWYM GÓR SŁONNYCH ZORGANIZOWANEGO PRZEZ
KLUB GÓRSKI PTTK „KARPATY” W PRZEMYŚLU W DNIU 13.04.2019r.

W dniu 13.04.2019 r. grupa 40 osób – członków i sympatyków Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” w Przemyślu przemierzyła jeden z najpiękniejszych szlaków w Górach Słonnych. Trasa naszego rajdu wiodła od Przełęcz Pod Brańcową. Stąd doszliśmy do Szlaku „Śladami Dzielnego Wojaka Szwejka” i wędrowaliśmy przez wzgórza pasma Trzcianiec: 558 m.n.p.m., 543 m.n.p.m., Kiczerę 608 m.n.p.m. do Krościenka. Następnie opłotkami przysiółka Stebnik weszliśmy na Dział 566 m.n.p.m. i Oratyk 643 m.n.p.m. Stąd niewielkim fragmentem lasu wzdłuż granicy rezerwatu „Na Oratyku” dotarliśmy do leśnej drogi z oznaczeniami szlaku konnego. Wędrowaliśmy tą drogą przez rezerwat ”Na Oratyku” ze wzgórzem 575 m.n.p.m. , wzdłuż granicy z Ukrainą, do doliny potoku Maksymów. Wędrówkę zakończyliśmy obok cmentarza greckiego w pobliżu przejścia granicznego z Ukrainą w Krościenku, nad Strwiążem, odprowadzającym swe wody do Morza Czarnego. Przemierzyliśmy 22 kilometry.
Przez pierwszą część trasy do Krościenka prowadził nas funkcjonariusz Straży Granicznej z posterunku w Wojtkowej kpt. Tomasz Szeremeta. To już druga wędrówka pod jego przewodnictwem, w ubiegłym roku prowadził nas po Połoninkach Arłamowskich do Kwaszeniny. W niezwykle interesujący sposób opowiadał nam o ciekawostkach przyrodniczych, o mijanych miejscach, nieistniejących przysiółkach, domach rozsianych niegdyś po okolicznych wzgórzach. Do dziś pozostały po dawnych mieszkańcach jedynie zdziczałe sady, ledwie widoczne wiejskie drogi, miedze. To królestwo dzikich zwierząt. Mogliśmy zaobserwować świeże tropy wilków, tropy niedźwiedzia, widzieliśmy jelenie, szybujące drapieżne ptaki… Wędrowaliśmy cały czas niezalesionym grzbietem pasma górskiego Trzcianiec, a wokół roztaczała się zapierająca dech panorama na okoliczne wzgórza. Rozległe na setki hektarów łąki, cisza i spokój. Nie spotkacie tutaj turystów, jedynie zbieraczy poroży, leśników czy pograniczników. Kulminacją tego etapu było wzgórze Kiczera (608 m.n.p.m.), gdzie zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę by napawać się niesamowitą panoramą Gór Słonnych. Pierwszy etap wędrówki zakończyliśmy w Krościenku obok nieczynnej niestety stacji kolejowej, skąd niegdyś można było udać się do Przemyśla lub w drugą stronę do Budapesztu. Obecnie tę linię kolejową przecina granica z Ukrainą. Tutaj pożegnaliśmy Pana Kapitana obiecując sobie, że to nie ostatni nasz rajd w tak miłym towarzystwie, pod jego przewodnictwem.
Druga część rajdu wiodła na najwyższe wzgórze na drodze naszej wędrówki – Oratyk (643 m.n.p.m.). Przewodnictwo objął kolega Andrzej Klimczak, wytrawny wędrowiec, przy boku którego zawsze czujemy się pewni i bezpieczni. Wyruszyliśmy skrajem przysiółka Stebnik, gdzie zachowały się jeszcze m. in. drewniane domy konstrukcji zrębowej , cerkiew greckokatolicka z końca XVIII wieku. Trasa wędrówki wiodła Działem, pod górę, dalej stromym zboczem Oratyka. Każdy pokonywany metr wysokości wynagradzał nas wspaniałymi widokami. Ze szczytu Oratyka podziwialiśmy rozległą panoramę Krościenka i okolicznych wzgórz. Wokół, tak jak podczas pierwszego etapu wędrówki, podziwialiśmy przepiękne krajobrazy nie zmącone cywilizacją i masową turystyką. Po krótkim odpoczynku kolega Andrzej przeprowadził nas przez las do drogi przecinającej rezerwat przyrody „Na Oratyku”. Mieliśmy możliwość zaobserwować zbocza rezerwatu poprzecinane szeregiem potoków o dużych spadkach i głębokich, ostro wciętych dolinach. To fragment puszczańskiego lasu porastającego obszary przygraniczne, gdzie występują starodrzewia bukowe, jaworowe i jodłowe z szeregiem pojedynczych okazów o imponujących wielkościach. Dominują tutaj zbiorowiska roślinne związane z piętrem pogórza (do ok. 500 m n.p.m.) i piętra regla dolnego (powyżej 500 m n.p.m.). We florze rezerwatu stwierdzono 170 gatunków roślin. Ze świata zwierząt występują tu typowe elementy fauny puszczańskiej. Wymienienie wszystkich zwierząt zamieszkujących te tereny, z uwagi na ich liczebność, wykraczałoby poza zakres niniejszej relacji. W takich to „pięknych okolicznościach przyrody” wędrowaliśmy dalej ok. 7 kilometrów, dochodząc do imponującego kamieniołomu odsłaniającego płyty fliszu karpackiego. Tutaj zarządziliśmy krótki odpoczynek, zrobiliśmy ostatnie pamiątkowe zdjęcia. Przekroczyliśmy most na Strwiążu, za nim czekał na nas autobus, którym powróciliśmy do Przemyśla.
Dziękuję wszystkim uczestnikom rajdu za wspólne wędrowanie, wspaniałą atmosferę i towarzystwo. Dziękuję naszym przewodnikom – kpt. Tomaszowi Szeremecie i kol. Andrzejowi Klimczakowi za przewodnictwo.
Fot. uczestnicy rajdu
Filmowa fotorelacja: Marcus Eurok
Relację spisał kol. Andrzej Ukleja

 


 

2019-03-24

 

          

RELACJA Z RAJDU PIESZEGO PO STRONIE UKRAIŃSKIEJ
ZORGANIZOWANEGO PRZEZ KLUB GÓRSKI PTTK „KARPATY” I KLUB „POD CIUCHCIĄ”
W DNIU 24.03.2019r.

Dwa kluby działające w strukturach PTTK O/Przemyśl połączyły siły i zorganizowały rajd pieszy po ukraińskiej stronie granicy od Medyki/Szeginie do Starzawy. To część terenu należącego pierwotnie do obszaru wchodzącego niegdyś w skład majątku ziemskiego Pawlikowskich, rozpościerającego się pomiędzy gminami wiejskimi: Medyka (od południa i zachodu), Torki i Poździacz (Leszno, od północy) oraz Buców (od wschodu), obecnie w granicach Ukrainy.
Rajd w profesjonalny sposób przygotowała i poprowadziła koleżanka przewodnik Stanisława Hanasko, przekazując nam wiele ciekawych informacji o miejscach, które na trasie odwiedzaliśmy.
Na starcie rajdu w Medyce, przy sprzyjającej pogodzie, stawiło się 38 osób – członków i sympatyków obu klubów, w tym dwoje rowerzystów. Granicę przekroczyliśmy pieszo bez żadnych problemów i w ten sposób znaleźliśmy się w Szeginiach. Przez stulecia osadka leżała sobie spokojnie w lasach, nie przeczuwając, że kiedyś stanie się wsią graniczną. Ale nie była to chyba taka zwyczajna osada. Tak oto pisze o Szegini kronikarz: „Za Medyki błoniami ku wsi Mostycze były lasy, w których trafiały się napady i rozboje, otóż powstało tam sioło Czychaniec, dziś Czechynie, Szechynie, którego nazwa napiętnowała ludność na przyszłość, oznaczało to że tam na miejscu czyhano na zgubę drugich...” Dziś to już zamierzchłe czasy, niemniej jednak należy mieć się na baczności. Zobaczyliśmy tu cerkiew prawosławną z przyległym cmentarzem z polskimi grobami, schron Linii Mołotowa, stacyjkę kolejową. Kiedyś pytała Renata Bogdańska w swojej piosence „ Bilet do Lwowa „:
Czy jest na świecie taka stacja kolejowa
Gdzie ja bym mogła kupić bilet do Lwowa?
Czy jest na świecie taki pociąg beztroski
Który by zawiózł mnie na dworzec lwowski?
Otóż okazuje się, że jest! Jak przekazała nam koleżanka przewodnik, za kilkanaście hrywien można rano wsiąść w Szeginiach do pociągu do Lwowa i wieczorem wrócić. Z przejściem pieszym granicy nie ma problemów.
Dalej polnymi drogami, wśród rozległych pól, zawędrowaliśmy do Bucowa, dawnej wsi starostwa przemyskiego. Tutaj, pod przewodnictwem prawosławnego duchownego, zwiedziliśmy cerkiew pod wezwaniem św. Mikołaja z XVI wieku. Podziwialiśmy piękne wyposarzenie świątyni, w tym stare ikony i malowidła cerkiewne. Udostępniono nam również dzwonnicę z zabytkowymi dzwonami. Oglądaliśmy też zabudowę wsi, m.in. stare drewniane domy i obejścia gospodarskie, miejsce po zabudowaniach dworskich. Powoli wnikaliśmy w klimat ukraińskich wsi. Strudzeni wędrówką, przysiedliśmy przy przydrożnej kapliczce i kamiennym krzyżu. Okazuje się, że to zapomniane dziś miejsce tętniło życiem jeszcze w 1939r. To Marynka (Marianka) Polska, osada położona niegdyś w połowie drogi między Bucowem a Starzawą, powstała na obszarze rozparcelowanego w 1921r. folwarku bucowskiego. Na wyprzedanych wówczas gruntach liczących około 134 ha ziemi, przybywający ze środkowej Polski osadnicy założyli wkrótce nową kolonię, a od 1924r. wieś Marynkę Polską (w tym czasie znajdowało się tam 31 gospodarstw). We wsi wybudowano kościółek należący do parafii Medyka i szkołę. 12 września 1926 r. kościółek i szkołę w Marynce Polskiej poświęcił biskup Karol Józef Fischer. Kolonia szybko się rozrastała i w 1936r. liczyła już 185 mieszkańców. Po wybuchu wojny społeczność polska z Marynki padła ofiarą rabunków oraz licznych prowokacji ze strony nacjonalistów ukraińskich. Dziś po zabudowaniach nie ma śladu. O tej i jeszcze innych historiach opowiadał nam w niezwykle interesujący sposób wędrujący z nami kolega Bartek, pasjonat historii tych terenów i rodu Pawlikowskich. Dziękujemy Ci Bartku.
Dalej powędrowaliśmy do Zawierzchy, gdzie zobaczyliśmy okazałą cerkiew i zwiedziliśmy cmentarz z okresu I Wojny Światowej. Kolega Marek na grobach poległych żołnierzy wielu narodowości zapalił znicz. Stąd już było niedaleko do Starzawy, wsi założonej na przełomie XVI i XVII wieku w starostwie przemyskim. Czekał tu na nas zamówiony wcześniej bus, którym udaliśmy się do Mościsk, miasteczka mocno związanego z historią Polski. Zwiedziliśmy centrum misteczka, kościół p.w. Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Katarzyny Aleksandryjskiej oraz Kościół p.w. Narodzenia św. Jana Chrzciciela. Nasza przewodniczka zaprowadziła nas do gustownej restauracji, gdzie każdy z nas mógł zamówić bardzo dobre dania obiadowe. Tak posileni, pojechaliśmy busem do Szegiń i po ok. godzinie oczekiwania na odprawę graniczną, znaleźliśmy się po polskiej stronie granicy.
Bardzo dziękuję koleżance i przewodniczce turystycznej Stanisławie Hanasko za opracowanie trasy rajdu i przewodnictwo oraz zarządowi klubu „Pod Ciuchcią” za współpracę. Dziękuję wszystkim uczestnikom za miłe towarzystwo w czasie rajdu.
Relację spisał kol. Andrzej Ukleja
Fot. Andrzej Ukleja, Marian Pawlik.

 


 

2019-03-06

 

    

W sobotę 2 marca 2019 r odbył się II rajd karnawałowy naszego klubu. Nasi klubowicze postanowili zakończyć tegoroczny karnawał idąc trasą: Olszany- Góra Zaleska- Prałkowce- Wapielnica- Przemyśl. W Prałkowcach na Forcie odbyło się ognisko, przy którym smażyliśmy kiełbasę i zajadali się ostatkowymi smakołykami- pączkami i faworkami. Zadowoleni i w doskonałych humorach wróciliśmy do domu.

 


 

2019-02-12

 

      

RELACJA Z WYJAZDU NA BIESZCZADZKĄ KOLEJKĘ LEŚNĄ
ZORGANIZOWANEGO PRZEZ KLUB GÓRSKI PTTK „KARPATY” W PRZEMYŚLU W DNIU 09.02.2019r.

W dniu 09.02.2019r. odbył się kolejny wyjazd pod patronatem Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” w Przemyślu. Tym razem nie pokonywaliśmy kolejnych kilometrów pieszo, tylko podróżowaliśmy w wagonikach Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej z Majdanu do Balnicy. Wyjazd powstał z inicjatywy Przemyskiej Grupy Rowerowej, rajd organizacyjnie przygotowała dla nas koleżanka przewodnik turystyczny Monika Hano . W grupie 26 osób udaliśmy się wynajętym busem z Przemyśla do Majdanu, aby tam przesiąść się na bieszczadzką kolejkę. Jako że był to inauguracyjny, zimowy kurs kolejki, jej przejazd był filmowany przez TVP Rzeszów. My również znaleźliśmy się w oku kamery dobrze reprezentując PTTK Przemyśl. Bilety na przejazd zakupiliśmy w klimatycznym, zabytkowy już budynku stacji kolejowej. Przejazd odbywał się w komfortowych warunkach – już na stacji w Majdanie na podróżnych oczekiwała gorąca herbata z sokiem malinowym, którą uprzejmi kolejarze serwowali również w wagonikach. Można było się ogrzać od ognia podstawionych na tę okoliczność gazowych piecyków. Podczas jazdy, w małych, odkrytych wagonikach rozpalono żeliwne piecyki. Było ciepło i przyjemnie. Podczas jazdy podziwialiśmy bieszczadzkie widoki, przejazd odbywał się lasem poprzez miejsca wyglądające jakby znajdowały się na końcu świata, gdzie jedynym znakiem bliskości cywilizacji są tory, po których poruszała się kolejka. Bieszczady w zimowej szacie są przepiękne. Wszędzie niemal do zera stopił się już śnieg, a np. w Balnicy zaspy sięgały dachu przystanku kolejowego. W takich warunkach szybko upłynęła nam przejażdżka i nasza przewodniczka Monika zarządziła przejazd do Muzeum Kultury Bojków w Myczkowie. Dla miłośników Bieszczadów jest to obowiązkowy punkt do odwiedzenia. Jak na tak małe muzeum zgromadzono tu dużo eksponatów, które można dotykać i koniecznie trzeba posłuchać co ma do powiedzenia Pan Stanisław Drozd, który prowadzi to muzeum.
Wystawa prezentuje dziedzictwo kulturowe Bojków, znajdują się tu przedmioty użytkowe, ubrania, wyposażenie oraz wszystko to, co jest związane z dorobkiem materialnym i duchowym dawnych mieszkańców tych ziem. Przy muzeum działa świetna galeria, oprócz zakupu pamiątek można napić się pysznej kawy po bojkowsku.
Dziękuję wszystkim uczestnikom wyjazdu za miłą atmosferę i wspólna wycieczkę, szczególne podziękowanie składam zespołowi PGR (Przemyskiej grupy Rowerowej) za pomysł i inicjatywę, a koleżance Monice Hano za wkład pracy związany z przygotowaniem tego wyjazdu i jego poprowadzenie. Filmiki: Muzeum Kultury Bojków oraz Bieszczadzka Kolejka Leśna
Relację spisał kol. Andrzej Ukleja. Fot. Monika Hano i Andrzej Ukleja.
Jak zawsze świetne filmy nakręcił dla nas kol. Marcus Eurok.

 



2019-01-29

 

          

RELACJA Z II RAJDU PIESZEGO ‘’SZLAKAMI HARNASIA DARKA HOPA’’ KOPYSTAŃKA 26.01.2019r.
II Rajd Szlakami Harnasia Darka Hopa przeszedł do historii. Minęła druga rocznica (28.01.2017r.) odejścia Darka – dla wielu przyjaciela, kolegi, Prezesa przemyskiego Oddziału PTTK, Prezesa i założyciela Klubu Górskiego PTTK „Karpaty w Przemyślu, historyka, dziennikarza, przewodnika turystycznego, organizatora wypraw wysokogórskich, autora przewodników i publikacji prasowych o tematyce krajoznawczo-turystycznej…
Aby zachować i uczcić pamięć o Darku, zorganizowaliśmy rajd na Kopystańkę – górę, na którą właśnie zimą prowadził nas Darek różnymi drogami. Stało się to już tradycją klubu. Tym razem szlak wiódł z Posady Rybotyckiej na Kopystańkę do Bryliniec.
Na rajd stawiło się 60 uczestników – członków i sympatyków Klubu. Swoją obecnością zaszczycił nas Pan Władysław Hop, ojciec Darka. Wśród zaproszonych gości byli przewodnicy z zaprzyjaźnionych PTTK-ów. Z Sanoka przybyli: Jerzy Tomaszkiewicz, Andrzej Radwański , Henryk Mogilany. Wspólnie przemierzyliśmy liczne szlaki Karpat Wschodnich na Ukrainie i Rumunii. Z Jarosławia przybyli przewodnicy: Leszek Misiąg i Andrzej Piotrowski. Był z nami również Prezes przemyskiego Oddziału PTTK , przewodnik Michał Thier. Byli koledzy i koleżanki z Przemyskiej Grupy Rowerowej. Byli przemyscy przewodnicy turystyczni. Dziękujemy że byliście z nami.
Przed wyruszeniem na szlak rozdano uczestnikom pamiątkowe butony i przewieszki z logiem PTTK. Obecny Prezes Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” Andrzej Ukleja oraz Prezes O/PTTK w Przemyślu Michał Thier przywitali zebranych uczestników rajdu, przedstawili program rajdu oraz przybliżyli zebranym intencje, jakimi kierowano się przy organizacji tego rajdu. To przede wszystkim pamięć o Darku i o jego osiągnięciach. Nie było czasu ani miejsca na to, aby je wymieniać, dlatego uczestnikom rajdu wręczono broszurki z przedrukiem artykułu zamieszczonego w Wędrowcu Małopolskim z ubiegłego roku, opisujący w skrócie działalność turystyczną Darka. Ten rajd to również podziękowanie za to, że dzięki niemu spotkaliśmy w Klubie, który założył, wielu wspaniałych ludzi, za nawiązane pomiędzy nami przyjaźnie i koleżeństwo, za zaszczepienie w nas zamiłowania do wędrówek, pasji i sposobu na życie, za ukazanie nam wielu pięknych i ciekawych miejsc.
Będziemy kontynuować dzieło Darka jak potrafimy, choć dorównać jest bardzo trudno. Doceniamy ogrom pracy, jaką włożył w pracę klubową: organizację rajdów, publikacje w prasie, górskie wyprawy krajowe i zagraniczne, opracowywanie i wykonywanie odznak z rajdu i gadżetów klubowych, spotkania klubowe i zapraszanie na nie ciekawych osób i wiele, wiele innych rzeczy.
Co mogliśmy dla Niego zrobić? Uczestniczyć w rajdzie pamięci o Nim , zmówić modlitwę na szczycie Kopystańki za spokój jego duszy oraz koleżanek i kolegów, którzy z Nim wędrują po niebieskich połoninach, odpalić światełko do nieba, zaśpiewać Mu hymn klubu przy triangulu z pamiątkową tabliczką, rozpalić ognisko pod starą lipą u stóp Kopystańki tam, gdzie zawsze to czynił, zadumać się przy piosence Ani Wyszkoni, powspominać…
Wędrując szlakami Harnasia jakże często wspominamy wspólne wędrowanie, choć „bez Niego na górskich szlakach już nigdy nie będzie tak samo”.
Uczestnicy rajdu nie byli obojętni na los chorego dziecka. Odpowiadając na apel o pomoc zamieszczony na stronie internetowej przemyskiego Oddziału PTTK, zebrano dla chorego Sewerynka, który wymaga kosztownego leczenia i rehabilitacji, kwotę 530 zł. Kwota ta została oficjalnie przekazana podczas charytatywnego rajdu pieszego dla Sewerynka w dniu 27.01.2019r.
Po zakończeniu rajdu, dzięki uprzejmości Pana Prezesa O/PTTK w Przemyślu, uczestnicy rajdu mogli się spotkać w oddziałowej świetlicy, aby przy gorącym posiłku powspominać nasze turystyczne wojaże.
Przewodnikiem honorowym rajdu był kol. Zbyszek Bilo – przodownik turystyki górskiej, znakarz. To Zbyszek wyznakował trasę, którą wędrowaliśmy i profesjonalnie nas po niej poprowadził. Film z rajdu do pooglądania TUTAJ
Dziękuję wszystkim uczestnikom za udział w rajdzie.
Spisał kol. Andrzej Ukleja

 Harnasiowi w II rocznicę Jego odejścia

   I JEDEN DZIEŃ DŁUŻEJ
Już dwa lata, gdyśmy Cię żegnali
Sztandar, wieńce, łzy i smutek, żal.
Aleśmy w wędrówkach nigdy nie ustali
Boś zostawił nam testament: W góry! W dal!
Z nami grono Przyjaciół i Pan Władek Hop,
Ojciec Harnasia ,dzielny, twardy chłop,
Kolegów chmara, Koleżanek rój,
Bądź spoko, Darku ! To jest hufiec Twój.
I znów na zew Harnasia “Domowe przedszkole”.
Które nadal dzieli ze sobą dole i niedole.
Widziałeś te światełka? To Pamięci znak.
Wędrujemy non stop, choć nam Ciebie brak.
Twój Następca – Andrzej to w dziesiątkę strzał.
Już tyle nam radości nowy Prezes dał.
I choć bez Ciebie, Harnasiu już nie jest tak samo
Nadal Górski Klub “Karpaty” promienieje famą.
Więc niech dzieło Twe, sława i wkład pracy duży
Trwa do końca świata. I... JEDEN DZIEŃ DŁUŻEJ.

MN
Kopystańka, 26 I 2019.

 


 

2019-01-14

 

         

RELACJA Z RAJDU PIESZEGO ŚCIEŻKĄ PRZYRODNICZO-DYDAKTYCZNĄ „POMOCNA WODA” W STAREJ BIRCZY ZORGANIZOWANEGO PRZEZ KLUB GÓRSKI PTTK „KARPATY”


W dniu 12.01.2019r. grupa 25 osób, członków i sympatyków Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” w Przemyślu, pod przewodnictwem kol. przewodnika Macieja Piotrowicza, przy licznym udziale kolegów z Przemyskiej Grupy Rowerowej, przemierzyła szlak ścieżki przyrodniczo – dydaktycznej „Pomocna Woda” w Starej Birczy. Naszym celem było zobaczenie pozostałości zbliżonych do naturalnych lasów porastających południowe stoki doliny Stupnicy, poznanie ciekawej rzeźby terenu i krajobrazu kotliny Birczy. Osobliwością ścieżki było cudowne źródełko wypływające u stóp pnia wiekowego buka będące obiektem kultu maryjnego. Nazwa trasy pochodzi właśnie od nazwy tego cudownego źródełka znajdującego się wśród ostępów pozostałości Puszczy Karpackiej.
Rajd rozpoczęliśmy od przekroczenia rzeki Stupnicy. Wzdłuż dna doliny ciągnęły się zabudowania wiejskie z położonymi za nimi sadami i ogrodami. Powyżej na łagodnych stokach umieszczona była mozaika pól uprawnych, zaś w części szczytowej dominował las, który schodził pasmowo wzdłuż cieków i bardziej stromych stoków ku centrum doliny. Dalej trasa naszej ścieżki zagłębiała się w kompleks leśny o składzie zbliżonym do buczyny karpackiej. Niewielkie potoczki wyrzeźbiły w stokach liczne wąwozy i to właśnie dzięki nim (trudna dostępność terenu) mogliśmy podziwiać fragmenty lasu o puszczańskim charakterze. Na początku tego odcinka wędrówki dotarliśmy do miejsca zwanego Górą Wierzysko. To właśnie tutaj w czasie II wojny światowej Niemcy rozstrzelali żydowskich mieszkańców Gminy Bircza. Podobno zginęło tam około 800 Żydów. Ich ciała wrzucano do posowieckich okopów. Wgłębienia po masowych grobach można na tej górze zobaczyć do dziś . Następnie bardzo ciekawym miejscem była przygotowana specjalnie dla turystów wieża widokowa na wysokości ok. 370 m n.p.m. na skraju lasu. Pomimo niewielkiej wysokości oglądaliśmy tutaj bardzo ładną panoramę okolicznych wzgórz ograniczających dolinę rzeki Stupnica i położone wśród nich wsie. Dalej, poprzez mostki nad potokami w licznych jarach i wąwozach, dotarliśmy do celu naszej wędrówki, tj. do stóp potężnego pnia zwalonego już drzewa - buka, którego obwód przekraczał 4 m, a wiek 200 lat. l to właśnie był główny cel naszej wyprawy: cudowne źródełko o nazwie "Pomocna Woda". W ustnych przekazach często wspomina się o cudownych właściwościach wody, wielu starszych ludzi przyznaje, że po wyprawie do "Pomocnej Wody" ustąpiły im różnorakie dolegliwości. Pozostał przekaz z XIX w. o dziewczynce, która po przemyciu oczu wodą ze źródełka odzyskała wzrok. Szczególne znaczenie tego miejsca istnieje w świadomości okolicznej ludności do dziś. Tutaj, u stóp wiekowego drzewa warto zastanowić się nad ogromnym znaczeniem, jakie ma dla człowieka możliwość obcowania z przyrodą. Może warto, gdzieś pośród leśnych ostępów zostawić swoje codzienne problemy, napić się wody z cudownego źródełka i zejść w dolinę z nowym zapałem do życia...
Dalej nasz przewodnik poprowadził nas poprzez wzniesienie o wdzięcznej nazwie Andzionka (420 m n.p.m.). Bezpośrednio od łagodnego wierzchołka w kierunku doliny Stupnicy odchodziły głębokie jary potoków. Podziwialiśmy leśne pejzaże w ich zimowej szacie. Otaczający świat nakryty przez śnieżne czapy. Magia przyrody. Dalej nasza trasa biegła w dół doliny leśnymi ścieżkami i szlakami zrywkowymi. Następnie podążając jej początkowym fragmentem doszliśmy nad rzekę Stupnica, gdzie usytuowane było miejsce biwakowe. Tam rozpaliliśmy ognisko i upiekliśmy kiełbaski. To było świetne miejsce na zakończenie naszego rajdu.
Korzystając jeszcze z chwili czasu jaki pozostał do odjazdu kursowego busa, zwiedziliśmy z zewnątrz Pałac Humnickich w Birczy z XVIII wieku (w 1945 r. spalony podczas walk z bandami UPA, później odbudowywany) oraz pomnik poległych w walkach z faszystowskimi bandami UPA w latach 1944 – 1947. W tym właśnie okresie miały miejsce 3 ataki band UPA na Birczę w których zginęło kilkudziesięciu mieszkańców Birczy, żołnierzy LWP i funkcjonariuszy MO, ORMO i UB.
Bardzo dziękuję kol. przewodnikowi Maciejowi Piotrowiczowi, który pomimo przeziębienia był naszym przewodnikiem i który przekazał nam wiele ciekawych informacji . Dziękuję też kol. Joli Kawalec za pomysł i inicjatywę poprowadzenia rajdu przez te ciekawe krajobrazowo i kulturowo tereny.
Dziękuję wszystkim uczestnikom rajdu za wspaniałe towarzystwo i wspólne wędrowanie.
Fotografie wykonali koledzy: Jerzy Szczepek, Mieczysław Nyczek i Andrzej Ukleja
Relację spisał kol. Andrzej Ukleja

 


 

219-01-14

 W dniu 10.01.2019 r. w księgarni Kontrabanda Literacka w Przemyślu odbyło się spotkanie z Panem Stanisławem Krycińskim, promujące jego najnowszą książkę pt: „Pogórze Przemyskie. Tajemnice doliny Wiaru.”. Spotkanie prowadziła nasza klubowa koleżanka: przewodnik Jolanta Kawalec. Pasje krajoznawcze i zamiłowanie do pięknego Pogórza Przemyskiego to jest to co łączy Klub Górski i autora w/w przewodnika. Spotkanie przebiegło w miłej atmosferze. Pan Kryciński przekazał zebranym wiele ciekawych informacji dotyczących nie tylko promowanej książki. Kilka zdjęć ze spotkania do pooglądania tutaj.

 


 

2019-01-04

 

                

 Taka noc się zdarza raz

Sprawozdanie z rajdu sylwestrowego 31 XII 2018.
Bal w Krasiczynie? „Sylwester marzeń” w Zakopanem? Może koncert Varius Manx i Kasi Stankiewicz na Rynku? Domówka (dawniej prywatka) ? A może wieczór i noc z pilotem i skakanie po kanałach TV?... Ponad 30 miłośniczek i miłośników pieszych wędrówek, zrzeszonych w PTTK i niezrzeszonych uznało, że nie ma lepszej i zdrowszej formy pożegnania starego i powitania Nowego Roku 2019, jak rajd sylwestrowy, tradycyjnie organizowany od kilku lat przez Klub Górski PTTK „Karpaty” w Przemyślu. Uznano, że to właśnie może być ten „Sylwester Marzeń”.Tym bardziej, że ze względu na szczególny wymiar tej imprezy, Prezes„Karpat” ogłosił jednorazową dyspensę dla jej uczestników, znosząc zakaz używania w czasie rajdu niskoprocentowych trunków, ze szczególną preferencją domowych nalewek i pękatych butelek z płynem z bąbelkami (potocznie zwanego szampanem).Wprawdzie deszczowa pogoda i nieoptymistyczne prognozy synoptyków niezbyt zachęcały do wieczorno-nocnych wędrówek, na starcie rajdu zameldowało się 30 osób, co stanowi średnią frekwencyjną imprez organizowanych przez przemyski Oddział PTTK. Mieli farta, bo akurat po południu ustały opady i dla śmiałków otworzyło się okno pogodowe. Na prośbę pełnomocnika Prezesa do spraw przeprowadzenia rajdu, funkcji przewodnika bezinteresownie podjął się Karol, sekretarz Zarządu Oddziału PTTK, zaś obowiązki „zamka” powierzono Januszowi. Oficjalne rozpoczęcie rajdu miało miejsce w MOR Green Velo Prałkowce.Po chóralnym odśpiewaniu kolędy „Przybieżeli do Betlejem”, nastąpiło powitanie uczestników rajdu – członków Klubu „Karpaty”, Klubu „Pod Ciuchcią” i PGR oraz niezrzeszonych, a wśród nich najmłodszego rajdowca – małolata Jurka z Chotyńca, który w towarzystwie babci Olgi zadebiutował w naszej imprezie. Z największymi honorami zostały powitane panie z najdłuższym stażem sylwestrowym pod auspicjami Klubu „Karpaty”: Grażyna, Krystyna K., Zosia, Ala Ś. i Justyna. Główny celebrans wspomniał także o Nieobecnych, którzy wzięli udział w pamiętnym rajdzie 31 XII 2011.Były to: ś.p. Ania oraz Jola, Monika, Terka, Ala O.,Halina U.(z Bogusiem w II części) i Elżbieta G., a także Andrzej (Ondrasz) i Janek W.
Trasa poniedziałkowego rajdu (zasugerowana przez Zosię) liczyła – na oko – 10 km z licznymi (podobno 100 ?!) zakrętami i częstą różnicą poziomów. Średnia temperatura wynosiła około zera, ale na odcinku między Kruhelem a Wapielnicą można było dostrzec na poboczach szlaku ślady przymrozku. Zdaniem większości, była to trasa lekka, łatwa i przyjemna. Wspomniany Jurek z Chotyńca dzielnie pokonał (częściowo per pedes, momentami na barana) kilkukilometrowy odcinek z MOR Prałkowce do Wapielnicy, po czym został wycofany przez babcię i wraz z nią skierował się w kierunku domu. Mimo tego dotkliwego ubytku, już na Zielonce u wejścia do fortu liczba uczestników rajdu... powiększyła się o 4 osoby, w tym o najstarszego rajdowca – Wiesława (po 80-tce). Zgodnie z programem, na terenie fortu artyleryjskiego Kruhel zapalono ognisko. Tu ukłon w stronę Prezesa Andrzeja oraz Staszka – zdobywcy Elbrusa, którzy wcześniej przygotowali drewno oraz wycięli i wystrugali patyki do pieczenia kiełbasek. Podziękowanie należy się Koleżankom i Kolegom, którzy w odpowiedzi na nasz apel przynieśli w plecakach suche drewno i podpałkę. Na uznanie zasłużyła też męsko-damska (Teresa) ogniskowa ekipa podpalaczy.
Kolędowanie, pieczenie kiełbasek, degustacja nalewek i pamiątkowe zdjęcia na tle specjalnie iluminowanych na tę okazję ruin fortu – wypełniły blisko godzinny program Przystanku Fort. Następne etapy rajdu – to marsz przez Zielonkę ulicą Pasteura w kierunku Zniesienia, wejście na Kopiec Tatarski (skąd pozdrowiliśmy nie tylko Alę ze Stubna, ale także Leszka z Poznania i Piotrka z Łętowni oraz innych Nieobecnych). W drodze z Kopca na taras widokowy Loży Szyderców przy nartostradzie dołączyły do nas kolejne osoby: Staszek z Bronią i Ryszard (od Zosi). Samego powitania Nowego Roku przy akompaniamencie wystrzałów korków z szampana, na tle przepięknej panoramy rozświetlanej raz po raz pioropuszami fajerwerków nie podejmuję się opisać. Było fantastycznie ! A pierwszą godzinę pierwszego dnia stycznia 2019 r. w szampańskim nastroju spędziliśmy na Rynku starego miasta, dokąd chyżo zeszliśmy ze Zniesienia (o własnych siłach!) . Żegnając się obok betlejemskiej szopki, umówiliśmy się na następny taki rajd w dniu 31 grudnia 2019. A to już za około 360 dni. Film z rajdu.
Do zobaczenia !
Mieczysław , pełnomocnik Prezesa Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” do spraw przeprowadzenia rajdu sylwestrowego 2018.