2020

Pogoda w Przemyślu >>>


 

 

2020-02-17

 

        

RELACJA Z WALENTYNKOWEGO RAJDU „ZAKOCHANI W BIESZCZADACH” NA POŁONINĘ WETLIŃSKĄ 15.02.2020
W sobotę, 15 lutego 2020 roku, odbył się zorganizowany przez Oddział PTTK w Przemyślu Walentynkowy Rajd „Zakochani w Bieszczadach”, prowadzony przez przewodnika górskiego Jerzego Szlachcica. Wśród 28 uczestników rajdu znaleźli się także członkowie i sympatycy Klubu Górskiego PTTK „Karpaty”.
Wyjechaliśmy busem o godzinie 6.00. Naszym celem była Połonina Wetlińska wraz z kultowym schroniskiem Chatka Puchatka.
Warto wiedzieć, że Chatka Puchatka to najwyżej położone schronisko w Bieszczadach – mieści się na wysokości 1228 m n.p.m. Obiekt ten wybudowany został w 1952 roku przez wojsko dla ochrony przeciwlotniczej. Na początku lat 60-tych XX wieku chatką tą zainteresował się jeden z bieszczadzkich zakapiorów – Lutek Pińczuk. Wydzierżawił ją i w niej gospodarzył. Na zimę schodził z gór, lecz w sezonie wracał do schroniska, pracował też jako ratownik GOPR. W 2017 roku zszedł na stałe z połoniny i osiedlił się w Wetlinie. Ciekawostką jest fakt, iż pomysłodawcą nazwy Chatka Puchatka jest polski żeglarz Leonid Teliga. Te i inne informacje o Lutku Pińczuku i jego związku z Chatką Puchatka mogliśmy poznać w czasie jazdy, dzięki opowieściom naszego przewodnika, Jerzego Szlachcica.
Jako że na wiosnę 2020 roku zaplanowano gruntowny remont i przebudowę schroniska, nasz wyjazd, oprócz charakteru walentynkowego, miał też charakter sentymentalny – jest to bowiem jedna z ostatnich okazji, by zobaczyć Chatkę Puchatka w obecnym kształcie.
W drodze wstąpiliśmy na pół godziny w Stanicy Kresowej Chreptiów w Lutowiskach, a następnie dojechaliśmy na Przełęcz Wyżną, położoną na wysokości 872 m n.p.m. Tu przywitała nas zima w pełni. Na chwilę zatrzymaliśmy się przy znajdujących się tam obeliskach ku czci Jerzego Harasymowicza – poety zakochanego – jak i my – w Bieszczadach, stąd też jego życzeniem było, aby po śmierci jego prochy zostały rozsypane nad Bieszczadami. A na jednym z obelisków mogliśmy odczytać fragment jego wiersza – słowa, które każdy z nas – zakochany w górach – mógłby sobie wziąć za motto:
„W górach jest wszystko co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka”.
Z Przełęczy Wyżnej ruszyliśmy dalej żółtym szlakiem w stronę Połoniny Wetlińskiej. Pogoda na początku wydawała się niepewna. Najpierw leciutko prószył drobniutki śnieżek, ale za chwilę ustał, jednak niebo było nieco zachmurzone. Jednak to nie ostudziło naszego entuzjazmu i podziwiając pobielone gałęzie drzew pokryte szadzią, wędrowaliśmy przed siebie. Wnet weszliśmy na Połoninę Wetlińską i dotarliśmy do legendarnej Chatki Puchatka pod Hasiakową Skałą, na wysokości 1228 m n.p.m. Tu był dłuższy postój i czas na zrobienie pamiątkowych zdjęć. Tymczasem pogoda na naszych oczach zaczęła się zmieniać: mgły rozsnuwały się, stopniowo odsłaniając przed nami piękne widoki, a w oddali nawet wyszło słońce, które pięknie rozświetlało widoczne wokół szczyty i połoniny. I tak podczas całej naszej dalszej wędrówki mieliśmy naprawdę niesamowite, magiczne wręcz widoki. Z Chatki Puchatka dalej szliśmy czerwonym szlakiem. Przetrawersowaliśmy szczyt Roh (którego wierzchołek jest niedostępny dla turystów) i weszliśmy na Osadzki Wierch (1253 m n.p.m.) – drugi po Rohu co do wysokości i najwyższy dostępny dla turystów szczyt w paśmie Połoniny Wetlińskiej. Stamtąd przeszliśmy przez Przełęcz Srebrzystą, położoną na wysokości 1215 m n.p.m., podziwiając wyłaniający się z mgieł Smerek, a następnie weszliśmy na Szare Berdo (1108 m n.p.m.). W trakcie tej drogi mieliśmy doskonały widok także na inny piękny szczyt, również, niestety, niedostępny dla turystów – Hnatowe Berdo, wznoszące się na wysokość 1187 m n.p.m. Ze szczytem tym wiąże się ciekawa legenda, której wysłuchaliśmy w drodze.
Otóż w XVII wieku z Podola przybył na te tereny rycerz Hnat (Ignacy) i osiedlił się tu wraz z żoną, byłą mniszką, którą wcześniej wykradł z klasztoru. Została ona bowiem oddana tam wbrew swej woli przez rodziców. Po ucieczce młodzi wzięli ślub w napotkanej po drodze cerkwi. Jednak podczas ceremonii cudem uniknęli śmierci w pożarze, kiedy w świątynię trzy razy uderzył piorun. Uznali to za znak, iż Bóg nie pobłogosławił ich małżeństwa, gdyż dziewczyna w klasztorze była już po ślubach zakonnych. Pojechali dalej i dotarli do Wetliny, gdzie zatrzymali się. Wkrótce Hnat wybudował pośród bieszczadzkich lasów dwór i w nim zamieszkał wraz z ukochaną. Ich szczęście nie trwało jednak długo – chyba zgodnie z ponurą przepowiednią. Pewnego razu, gdy Hnat przebywał na polowaniu, na dwór napadli węgierscy tołhaje i podpalili go. Gdy Hnat po powrocie znalazł zwęglone ciało żony, z rozpaczy rzucił się z urwiska góry, która od tej pory, na pamiątkę tamtych wydarzeń, nosi nazwę Hnatowe Berdo.
Z Szarego Berda doszliśmy na Przełęcz Orłowicza (1099 m n.p.m.), a stamtąd dalej zeszliśmy żółtym szlakiem, przez las, do Wetliny. Tu zakończyliśmy naszą wędrówkę. Wsiedliśmy do busa i wróciliśmy do Przemyśla, gdzie byliśmy o godzinie 18.30.
Zimowy, walentynkowy rajd na Połoninę Wetlińską był bardzo udany, na co złożyły się niezwykłe, magiczne widoki, piękna i ciekawa trasa, a także sympatyczne towarzystwo. Z pewnością każdy uczestnik dzisiejszej wycieczki jest od dawna zakochany w Bieszczadach, a ta górska wyprawa jedynie utwierdziła nas w tym przekonaniu.
Dorota Pansewicz

 


 

2020-02-13

 

       

            RELACJA Z RAJDU „URODZINOWEGO”,   ZORGANIZOWANEGO PRZEZ KLUB GÓRSKI PTTK        „KARPATY” W PRZEMYŚLU CISNA 8-9.02.2020r.
Aby godnie uczcić osiemnastą rocznicę powstania Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” w Przemyślu, co miało miejsce w lutym 2002 roku, grupa trzydziestu osób – aktywnych członków i sympatyków Klubu – wyjechała na dwudniowy rajd do Cisnej. W sercu Bieszczad ujrzeliśmy zimę, jakiej w tym roku trudno szukać na niżej położonych terenach. Gruba pokrywa śnieżna, słoneczko, bezwietrznie i temperatura minus 10 stopni C napawała nas optymizmem i radością wspólnej wędrówki. Trafiliśmy w pogodową ruletkę i rozbiliśmy bank! Nasz ambitny program przewidywał w pierwszym dniu zdobycie Jasła i stamtąd dojście do Cisnej. Raźnie wyruszyliśmy z Przysłupia dowiezieni tam zamówionym uprzednio busem przez uprzejmego pana kierowcę. Na starcie w Przysłupiu oprócz nas zgromadzili się skitourowcy konkurujący ze sobą w zawodach w Narciarstwie Wysokogórskim „Puchar Połonin” - memoriale Andrzeja Kusia. Wielokrotnie z nimi będziemy się mijać na trasie i podziwiać ich wysportowane sylwetki w pięknych narciarskich strojach, śmigające po bieszczadzkich połoninach. Staraliśmy się jak najmniej wchodzić im w drogę, oni również uważali na naszą grupę. Podejście żółtym szlakiem turystycznym z Przysłupia na Jasło (1.153 m.n.p.m.) okazało się najlepszym rozwiązaniem – prowadziło najkrótszą drogą na szczyt i nie było tak strome jak się tego obawialiśmy. Ścieżka najpierw wiodła ośnieżonym lasem, aby pod szczytem Jasła przejść w małe podpołoninowe carynki. Przejrzystość powietrza była wymarzona, oczom naszym ukazały się wspaniałe widoki na zasypane śniegiem okoliczne połoniny, najbliżej Smerek z Połoniną Wetlińską, Połoninę Caryńską, masyw Rawek i Kremenarosa, pasmo graniczne. Za nimi góry Ukrainy, Słowacji. Na zachodzie wyraźnie odznaczały się Tatry. Przy triangulu, na szczycie Jasła, staliśmy wpatrzeni w te cuda natury robiąc liczne zdjęcia. A to był dopiero początek. Brnąc dalej w półmetrowym śniegu czerwonym szlakiem turystycznym w kierunku Cisnej, oglądaliśmy bajkowe krajobrazy i podziwialiśmy nieziemskie panoramy ze szczytów m.in. Szczawnika (1.098 m.n.p.m.), Małego Jasła (1.097 m.n.p.m.), Worwosokiej (1.024 m.n.p.m.). Niekiedy pokrywa śnieżna była grubsza, zapadaliśmy się po pas, ale dla takich wrażeń warto było ponosić trudy wędrówki. Końcowy odcinek szlaku schodził lasami w kierunku Cisnej, po drodze jeszcze wypiętrzając się na górę Rożki (855 m.n.p.m.). Tutaj mieliśmy również szczęście, śnieżny szlak przetarła nam grupa trzech turystów wędrujących w przeciwną stronę. Las mienił się w słońcu. Drzewa w śnieżnych czapach, w srebrnych i złotych barwach, zdawały się wprowadzać nas w wyimaginowany świat. „W tak pięknych okolicznościach przyrody” dotarliśmy o zmierzchu do Cisnej. Wędrówka zajęła nam cały dzień, pokonaliśmy górami 14 kilometrów. W Gospodarstwie Agroturystycznym „Szymkówka” oczekiwali już na nas z gorącym obiadem sympatyczni gospodarze Anna i Krzysztof Antoniszak. Następnie po zakwaterowaniu się, w miłej i serdecznej atmosferze turystycznego schroniska przystąpiliśmy do uroczystej biesiady obchodząc osiemnastą rocznicę „urodzin” naszego Klubu. Były urodzinowe torty i wypieki, były niekończące się wspomnienia z naszych turystycznych szlaków, były śmiechy, śpiewy i tańce. Bardzo miłym akcentem były opracowane przez naszego Kolegę specjalnie na tę okazję utwory muzyczne zaśpiewane przez wszystkich biesiadników. Uczestnicy niezapomnianego rajdu na Łopiennik z 2012 roku otrzymali pamiątkowe dyplomy.
To były piękne, niezapomniane chwile spędzone wśród koleżanek i kolegów - przyjaciół z klubowego grona.
Następny dzień przywitał nas słońcem zaglądającym przez szyby do naszych pokoi, błękitnym niebem i dziesięciostopniowym mrozem. Po wyśmienitym śniadaniu zaserwowanym nam przez gospodarzy wyruszyliśmy na krótszą wędrówkę ścieżką "Jeleni Skok" biegnącą z Zamościa (część Cisnej) zboczem Mochnaczki (777 m n.p.m) na wieżę widokową na Urwisku Zonkla . Wiał silniejszy wiatr, strącając z olbrzymich jodeł i buków srebrny, śnieżny pył podświetlany przez promienie słońca. Z wieży widokowej roztaczała się piękna panorama na dolinę Dołżyczki z miejscowościami m.in. Krywe i Przysłup. Widać było stąd całą panoramę gór, które zdobyliśmy poprzedniego dnia. Stąd planowaliśmy zejście do Cisnej ścieżką przyrodniczo-historyczną "Nad Sztolnią" gdzie znajduje się dawna sztolnia "Róża", jednak szlak ten był zamknięty przez GOPR, więc odstąpiliśmy od przejścia tą drogą. Na zakończenie rajdu udaliśmy się w Cisnej do kultowej Siekierezady. Po pożegnaniu się z gospodarzami „Szymkówki” dziękując im za wspaniałą gościnę, udaliśmy się busem do Przemyśla.
Kończę sentencją napisaną przez jedną z naszych koleżanek „18. urodziny KG przejdą do historii, ponieważ wspólnie spędzone chwile były wyjątkowe pod każdym względem. Wspaniała atmosfera, piękna pogoda, cudna sceneria, wspaniałe towarzystwo, urokliwe miejsce, to wszystko dostarczyło dużo emocji i pozytywnych wrażeń”.
Zachęcam do obejrzenia zdjęć zrobionych przez uczestników rajdu.
Relację spisał kol. Andrzej Ukleja
Doskonały film nakręcił Markus Eurok

 


 

2020-01-28

 

        

RELACJA Z ZORGANIZOWANEGO PRZEZ KLUB GÓRSKI PTTK „KARPATY” W PRZEMYŚLU
CISOWA – KOPYSTAŃKA – RYBOTYCZE 25.01.2020r.

W dniu 25.01.2020r. po raz kolejny wyruszyliśmy na rajd szlakami Harnasia Darka Hopa, w trzecią rocznicę jego odejścia. W ten sposób upamiętniamy założyciela naszego klubu, pierwszego prezesa, ale przede wszystkim kolegę i przyjaciela, z którym przemierzyliśmy setki kilometrów górskich szlaków. To On ukazał nam piękno gór, to dzięki Niemu poznaliśmy naszą bliską i tę dalszą ojczyznę, to On zabierał nas w najdziksze zakątki Karpat na pionierskie wyprawy z plecakiem. Zostawił niezatarty ślad w naszych sercach, w naszej wdzięcznej pamięci, czego dowodem jest liczne stawienie się na rajd Jego kolegów, przyjaciół, znajomych.
Na starcie rajdu przy punkcie widokowym w Cisowej, przy pięknej pogodzie, którą niewątpliwie zapewnił nam Darek, stawiło się 66 osób. Stąd pięknie prezentowała się Kopystańka – cel naszego rajdu. To góra, którą tak lubił Darek, na którą organizował coroczne zimowe wypady. Rajd otworzył obecny prezes Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” kol. Andrzej Ukleja oraz prezes przemyskiego Oddziału PTTK kol. Michał Thier. Po krótkim przywitaniu uczestników – członków i sympatyków Klubu, znajomych Darka również z zaprzyjaźnionych PTTK-ów z Sanoka, Jarosławia, Rzeszowa, po wręczeniu pamiątkowych przypinek, wyruszyliśmy na szlak. Naszym przewodnikiem był kol. Zbyszek Bilo – przodownik turystyki górskiej, znakarz, instruktor ochrony przyrody. W perfekcyjny sposób poprowadził nas urokliwą ścieżką przyrodniczą doliną potoku Cisowa, poprzez malownicze wzgórza na Kopystańkę, po drodze pokazując ciekawe miejsca i przekazując wiele cennych informacji. Wędrowaliśmy obok wodospadu w Cisowej, przez resztki zabudowań tej miejscowości o ciekawej i zarazem tragicznej historii opowiedzianej nam przez kol. Zbyszka. Podchodząc coraz wyżej podziwialiśmy wspaniałe krajobrazy Pogórza Przemyskiego z jego wyniosłymi wzgórzami, m.in. Panieńskim Czubem, Mordownią, Spławą, Kamienką. Byliśmy tam z Darkiem na organizowanych przez Niego rajdach z cyklu „Pięćsetki Pogórza Przemyskiego”. Niemal na każdym rajdzie, który obecnie organizujemy wspominamy sytuacje i miejsca z tych pierwszych, wspólnych z Darkiem, wędrówek.
Na Kopystańce, na szczycie pod papieskim krzyżem, odmówiliśmy modlitwę w intencji Jego oraz zmarłych kolegów i koleżanek z naszego klubu. To był tragiczny 2017 rok. 28 stycznia odszedł Darek, 28 kwietnia Tomek i 14 grudnia Ania… Pokój ich duszom. To dla nich wystrzeliliśmy światełka do nieba. Pamiętamy i będziemy pamiętać.
Przy triangulu, gdzie obok przytwierdzonej przez Darka tabliczki z logo Klubu znajduje się tabliczka z treścią upamiętniającą Darka, teraz przystrojonej jeszcze klubowym szalikiem, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia, odśpiewaliśmy klubowy hymn.
Był z nami ojciec Darka, Pan Władysław Hop. To z nim dwa lata temu odsłanialiśmy tę pamiątkową tabliczkę. Podniosłym akcentem było odegranie na harmonijce ustnej przez kol. Piotra utworu „Cisza”.
Po zakończeniu uroczystości na szczycie Kopystańki rozpalimy ognisko w zagajniku, u jej podnóża, pod starą lipą, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie zawsze czynił to Darek. Ognisko zapalił Pan Władysław Hop, był czas na wspominki (m.in. niezapomniany rajd na Łopiennik w 2012 roku), refleksje i turystyczną biesiadę. Przy tej okazji zawsze odtwarzamy utwór Ani Wyszkoni „Oszukać Los”, który na krótko przed swoim odejściem zamieścił Darek na Facebooku.
W czasie tego rajdu postanowiliśmy wesprzeć bardzo chorego chłopca, który czeka na transplantację wątroby. Wyznajemy zasadę płynącą ze słów piosenki: „Na miły Bóg, życie nie tylko po to jest, by brać, życie nie po to, by bezczynnie trwać i aby żyć siebie samego trzeba dać”. To był piękny gest uczestników rajdu.
Stąd zeszliśmy żółtym szlakiem do Rybotycz, podziwiając jeszcze wspaniałą panoramę na wzgórza leżące nad doliną Wiaru, i dalej hen aż po wzgórza nad Dobromilem po stronie ukraińskiej.
W Rybotyczach wsiedliśmy do uprzednio zamówionego autobusu i udaliśmy się do Przemyśla. To jeszcze nie był koniec uroczystego rajdu. W świetlicy naszego Oddziału PTTK czekał na nas gorący posiłek oraz pyszne ciasta przygotowane przez nasze koleżanki.
Dziękuję wszystkim uczestnikom za udział w rajdzie. Szczególne podziękowania składam wszystkim osobom, które przyczyniły się do jego organizacji.
Godnie uczciliśmy pamięć o Darku.
Zdjęcia – uczestnicy rajdu. Link do filmu TUTAJ. Wspomienie o DARKU.
Relację spisał kol. Andrzej Ukleja

 


 

2020-01-13

 

         

RELACJA Z RAJDU ZORGANIZOWANEGO PRZEZ KLUB GÓRSKI PTTK „KARPATY” W PRZEMYŚLU w dniu 11.01.2020r.
BOBROWA DOLINA – WZGÓRZA NAD LIPĄ

W dniu 11.01.2020r. grupa 17 osób, Członków i Sympatyków Klubu Górskiego PTTK „Karpaty” w Przemyślu , wybrała się o kursowym busem do Lipy na kolejny na rajd pieszy. Naszym celem było przejście trasy przyrodniczo – dydaktycznej „Bobrowa Dolina”, a także wzgórz nad Lipą. Nie mogliśmy zrobić dłuższej trasy. Kursy busów są tak rzadkie, że musieliśmy się zmieścić w czasie czterech i pół godziny, w przeciwnym razie utknęlibyśmy w Lipie do późnego wieczora. Niezrażeni tymi ograniczeniami raźnie ruszyliśmy na trasę ścieżki przyrodniczo – dydaktycznej „Bobrowa Dolina”. Nazwa ścieżki pochodzi od przeprowadzonej w 1995r. introdukcji bobra europejskiego. Kiedyś dolina wchodziła w skład dóbr dworskich, a stoki były użytkowane rolniczo. Wieś była bardzo liczna, było tu 284 domy i 1650 mieszkańców. Dziś, po dziejowych zawieruchach, domów i ludności jest znacznie mniej, a z dawnych czasów zachowała się piękna cerkiew, kilka starych chałup, dwie kapliczki oraz właśnie pozostałości po kompleksie dworskich stawów, w których hodowano ryby. Zaprzestanie ich użytkowania doprowadziło do wytworzenia na tych terenach rzadkich zbiorowisk szuwarowych i bagiennych, będących doskonałym miejscem do bytowania bobra. Malownicze stawy, okazałe drzewa i przepiękne krajobrazy ukazywały się nam za każdym zakrętem ścieżki. Po 1,5 godz. marszu, pod specjalnie przygotowaną dla turystów wiatą ogniskową, rozpaliliśmy okazałe ognisko i upiekliśmy kiełbaski. Po krótkim odpoczynku, ogrzaniu i posileniu się, w doskonałych humorach, wyruszyliśmy na niezwykle malownicze i widokowe wzgórza ulokowane pomiędzy Lipą a Brzeżawą. Drogą, następnie przez opłotki wiejskich domostw, przez laski i łąki nad Lipą, dotarliśmy na wierzchołek wzniesienia Marcynówka (432 m.n.p.m.). Roztaczał się stąd wspaniały widok na dolinę potoku Lipka, wzgórza nad Kotowem z ich kulminacją - górą Morochów (451 m.n.p.m.), a także na Malawę. Jeszcze większe wrażenie zrobiła na nas następna góra Wiszki (467 m.n.p.m.) z zapierającą dech panoramą; z jednej strony na leżącą w dolinie Brzeżawę i otaczające ją Pasmo Krztowa, a z drugiej strony na Lipę i wzniesienia nad Borowicą. Stąd widzieliśmy kolejne malownicze wzniesienie – Capor, najwyższe w tej okolicy, bo liczące 473 m. wysokości. Jednak z uwagi na brak czasu odpuściliśmy sobie jej zdobycie obiecując sobie, że jeszcze tu wrócimy aby wędrować tymi nieodkrytymi dla masowej turystyki, pięknymi i malowniczymi wzniesieniami. Nasyciwszy wzrok widokami, ruszyliśmy rozległymi łąkami w dół do Malawy. W Malawie zwiedziliśmy jeszcze murowaną greckokatolicką cerkiew pw. Św. Teodozego Pieczerskiego z XVIII w. sąsiadującą niegdyś z XVII -wiecznym pięknym dworem , otoczonym parkiem, z bogatym wyposażeniem wnętrz i cenną biblioteką. Niestety, po wejściu w 1939r. Armii Czerwonej, dwór i park przestały istnieć. Kolega Zbyszek pokazał nam jeszcze jedną, bardzo ciekawą rzecz, a mianowicie stanowisko dokumentacyjne „Węgiel w Malawie”. Jest to odkrywka geologiczna , a przedmiotem ochrony są piaskowce o różnym stopniu scementowania z wkładkami czarnego, miękkiego węgla, rozpadającego się w sposób łupliwy. Na wzgórzu, nad odkrywką, mogliśmy jeszcze zobaczyć stary, greckokatolicki cmentarz. Wśród powalonych drzew i bujnej roślinności ostał się tylko jeden kamienny nagrobek…
Dziękuję uczestnikom rajdu za wspólną wędrówkę i wspaniałe towarzystwo. Rajd przygotował i prowadził kol. Andrzej Ukleja. Fot. Uczestnicy rajdu.

 


 

2020-01-02

 

            

„Ale to już było...”


SYLWESTROWY „BAL” Z KLUBEM GÓRSKIM PTTK „KARPATY”


„Ach, co to był za bal! Cieszę się, że mogłam w nim uczestniczyć. Dziękuję klubowi „Karpaty” za zorganizowanie tak wystrzałowego sylwestra” - 1 I 2020 r. o godz. 10.01 wystukała na klawiaturze swego laptopa Kol. Bogusia z Radymna.
A ja, wyznaczony przez Prezesa, Kol. Andrzeja na komandora VII Sylwestrowego Rajdu Pieszego , 31 XII 2019 r. o godz. 18.25 z przerażeniem spojrzałem na różnokolorowy, połyskujący świecidełkami tłumek z plecakami, kłębiący się w rejonie wiaty na przystanku przy Jagiellońskiej (Rybi Plac). Ten widok zapewne zadziwił też kierowcę nowoczesnego miejskiego autosana z wyświetloną na czołówce czwórką, który w kilka minut później ruszył w kierunku placu Na Bramie i ul.Słowackiego. Na przystanku w Hermanowicach autobus niemal całkowicie opustoszał.
Powitanie uczestniczek i uczestników rajdu, kilkudziesięciosekundowa info Kol. Maćka nt. dziejów tej wsi, krótka modlitwa „Pod Twoją Obronę” przed kościołem parafialnym, „Wieczne Odpoczywanie” w intencji Kol. Kol. Ani, Darka „Harnasia” i Tomka „Hieronima”. I wymarsz na trasę rajdu, poprzedzony przejściem przez „bramkę” wystawioną przez Kol. Maćka. Odliczanie: 1, 2... 10... 20... 30... 40, 41. I w tym momencie stało się jasne: został ustanowiony nowy rekord frekwencji w zapoczątkowanej w 2013 r. historii klubowych rajdów sylwestrowych. Jak się okaże później, na dalszych etapach rajdu ten wyśrubowany rekord zostanie poprawiony.
Ogarnięcie tak licznego ugrupowania i to w warunkach nocnych przerastało możliwości komandora rajdu. To był zdecydowanie za wysoki ciężar odpowiedzialności, zbyt ciężkie brzemię, jak na jego wątłe barki. Dlatego błyskawicznie podjął decyzję o powołaniu swoich pełnomocników. I tak, wspomniany już wyżej Kol. Maciek został desygnowany na pełnomocnika komandora do spraw przewodnickich. A oto kolejni nocni pełnomocnicy: Kol. Marian – do spraw zabezpieczenia tyłów (zamek), Kol. Zosia i Kol. Ryszard – do spraw ładu, porządku i dyscypliny, Kol. Grażyna – do spraw pomocy doraźnej i ratownictwa medycznego oraz akompaniamentu harmonijkowego, Kol. Leszek – do spraw ogniskowych i ppoż. , Kol. Marcus i Kol. Jurek – do spraw fotografii i filmu, Kol. Krystyna K. i Kol. Bogusia – do spraw iluminacji ruin fortu oraz Kol. Piotr - do spraw muzyczno-wokalno-chóralnych. W tej chwili stało się jasne, że przy tak starannie wyselekcjonowanej, wysoko kwalifikowanej kadrze pełnomocników organizatorzy rajdu zostali po prostu skazani na sukces.
Brak miejsca nie pozwala na dokładny opis tego, co się działo w trakcie przemarszu przez bajkowo iluminowane Hermanowice, a potem przez przedpole fortu. Tam, przy szlabanie oczekiwała na nas Kol. Teresa. A więc ok. godz. 20 było już nas czterdzieści dwoje! Tyle też osób liczył chór mieszany, który przy super ognisku odśpiewał – pod kierunkiem Kol. Piotra – wiązankę najpopularniejszych polskich kolęd. Finałem była lwowska kolęda: „Podnieś rączkę Boże Dziecię i lwowiakom w całym świecie – choć niejeden z nas się śmieje – daj dziś miłość i nadzieję, daj nadzieję...”. A niewątpliwym hitem stał się odśpiewany przez wszystkich sylwestrowy hymn rajdowy (na melodię piosenki Maryli Rodowicz „Ale to już było”).
W iluminowanej zniczami i świeczkami scenerii ruin fortu „Optyń”, przy miotającym iskrami ognisku gromko zabrzmiały słowa wydobywające się z kilkudziesięciu gardeł:
„Z wielu pieców nasz klub już jadł chleb. Od 18 lat przygląda się światu. Jutro może zaboli nas łeb. Prezes powie: zmiana klimatu.
Już umyka ten stary rok. Czarnohora, kobierce kwiatów. Tyle rajdów za nami, krok w krok. Od Gorganów po dróżki powiatu.
Ale to już było i nie wróci więcej. I choć tyle się zdarzyło, to do przodu wciąż wyrywa nasze serce. Ale to już było, znikło gdzieś za nami. Choć w papierach lat przybyło, wciąż jesteśmy tacy sami.
A przed nami dwudziestki dwie. Nowy sezon Klubu Górskiego. Mnóstwo rajdów, aż żyć się chce. Nowy roczek już bieży, Kolego!
Więc radujmy się wszyscy pospołu. I niech kolęd rozlegną się słowa. Wznieśmy toast, choć nie ma tu stołu. Bądźmy radzi, gdy północ zawoła.
Niechaj będzie Jasność. Chodźcie z „Karpatami”! I dopóki nogi niosą, wciąż będziecie tacy sami.
Stary rok w odwrocie, znika gdzieś za nami. Chociaż latek nam przybywa, to na szlaku wciąż jesteśmy tacy sami”.
Nowy Rok z przytupem, przy wtórze wystrzałów korków z butelek , w szampańskich nastrojach powitaliśmy na rozświetlanym fajerwerkami Zniesieniu na zawrotnej -jak na klub górski przystało - wysokości ok. 350 m n.p.m. Stamtąd spoglądaliśmy nie tylko na malowniczą panoramę Zasania (łącząc się duchowo z Prezesem, Kol. Andrzejem) oraz w kierunku Stubna (skąd wypatrywała nas Kol. Ala), ale także w kierunku (precyzyjnie wskazanego przez azymut) Poznania (pozdrawiając żegnających tam stary rok, Kol. Renię i Kol. Leszka) oraz w stronę UK Brexitu (gdzie Nowy Rok witała Kol. Jola). Właśnie na Zniesieniu – to kolejna miła niespodzianka - dołączyli do nas : Kol.Kol. Bronisława i Stanisław, Zdzisława i Jacek oraz Justyna. Tak więc przed północą było nas już 47.
A na staromiejskim Rynku z szopką betlejemską, na finiszu rajdu doszlusował do nas Kol. Marcin (nr 48). Oj, chyba trudno będzie 31 grudnia 2020 r. pobić ten wyśrubowany, bezprecedensowy rekord frekwencji na sylwestrowym, jedynym w swoim rodzaju, rajdzie klubowym.
-Było wspaniale ! - podsumowała Kol. Edyta. - Nieobecność za rok byłaby krzywdą wyrządzoną sobie.
* * *
Przeżyjmy to jeszcze raz, oglądając fantastyczną serię zdjęć – fotoreportaż z imprezy, autorstwa naszych klubowych kolegów oraz film. Gorąco do tego zachęcam, z nadzieją, że 31 grudnia 2020 r. w równie licznym składzie wyruszymy z kopyta na trasę VIII Sylwestrowego Rajdu Pieszego, stałego punktu programu imprez organizowanych przez Klub Górski PTTK „Karpaty” pod niezawodną, dynamiczną prezesurą Kol. Andrzeja.
Bardzo dziękuję za imieninowe życzenia.
Do zobaczenia na szlaku!
Mieczysław (+ pełnomocnicy)